Po co ludzie ciągle się spieszą, a potem nie wiedzą po co

Z obserwacji prowadzonych z parapetu, oparcia fotela i kilku miejsc strategicznych wynika, że człowiek żyje w stanie permanentnego „zaraz”. Bardzo rzadko robi coś po prostu. Najczęściej wykonuje ruch w trybie pilnym, nawet jeśli jego stawką jest włożenie kubka do zmywarki albo przejście z pokoju do pokoju. Pytanie po co ludzie ciągle się spieszą nie jest więc pytaniem filozoficznym. To raczej pytanie terenowe, zadawane od lat z rosnącym zdumieniem przez istotę, która potrafi dojść do miski bez tworzenia wokół tego narracji o produktywności.
W stanie naturalnym człowiek rzadko występuje bez pośpiechu
Człowiek porusza się tak, jakby każda czynność miała status operacji specjalnej. Wstaje szybko, chodzi szybko, odpowiada szybko, wzdycha szybko i nawet zmęczenie próbuje przeżywać w tempie, które nie robi mu zaszczytu. Z zewnątrz wygląda to czasem jak energia. Z bliska przypomina bardziej gatunkowy odruch niespokojnego dreptania wokół własnych spraw. Kot zauważa tu podstawową nieprawidłowość: badany osobnik bardzo często myli ruch z sensem, a tempo z kierunkiem.

Po co ludzie ciągle się spieszą, skoro potem nie wiedzą po co
To jest najciekawsza część zjawiska. Gdyby ten pośpiech rzeczywiście prowadził do czegoś wyraźnego, można by go jeszcze potraktować z pewnym szacunkiem. Tymczasem bardzo często człowiek biegnie, bo inni też biegną, bo dzień wygląda poważniej, gdy jest zapchany, albo dlatego, że zatrzymanie zmusiłoby go do zadania sobie pytania, czy wszystko to w ogóle było konieczne. I tu pojawia się ten osobliwy paradoks: im mniej sensu w ruchu, tym więcej ruchu wokół jego uzasadnienia. Człowiek naprawdę potrafi urządzić procedurę wokół rzeczy tak prostych, jak przejście od śniadania do popołudnia.
Pośpiech dobrze wygląda, więc łatwo pomylić go z sensem
Pośpiech ma u ludzi bardzo dobrą prasę. Wygląda jak zaangażowanie, brzmi jak odpowiedzialność i świetnie udaje, że wszystko jest ważne. Problem polega na tym, że wiele rzeczy wykonywanych w pośpiechu nie staje się od tego bardziej potrzebnych, tylko bardziej nerwowych. To trochę jak z dobrze skrojonym płaszczem: może robić wrażenie, ale nadal nie załatwia sprawy, jeśli pod spodem jest zwykłe zamieszanie. Jeśli chcesz zobaczyć, jak ten mechanizm działa w mikroskali, zajrzyj też do tekstu człowiek nigdy nie siada tylko na chwilę – tam pośpiech już nawet nie udaje kierunku, tylko wygodnie mieszka w codzienności.
Najdziwniejsze zaczyna się wtedy, kiedy już dobiegli
Najbardziej interesujące w ludziach nie jest to, że biegną. To jeszcze można uznać za odruch stadny. Najdziwniejsze jest to, że kiedy już dobiegną, bardzo często nadal nie potrafią usiąść spokojnie. Jakby ciało dotarło, ale głowa wciąż stała na światłach, mrugała i przeliczała kolejne ruchy. Wtedy zaczyna się etap szczególnie charakterystyczny: człowiek wykonuje pozorny odpoczynek, lecz nadal pozostaje w gotowości, jakby miał zaraz zostać wezwany do czegoś wielkiego, choć zwykle chodzi tylko o przeładowane życie w pośpiechu. Jeśli ten objaw brzmi znajomo, przeczytaj też poradnik jak odpoczywać bez poczucia winy – tam jest mniej obserwacji, a więcej konkretnych ruchów ratunkowych.
Pusty ruch też męczy, tylko trudniej go nazwać
Pusty ruch też męczy, tylko trudniej go człowiekowi uznać za zmęczenie, bo przecież cały czas coś się działo. Tymczasem problem nie zawsze leży w nadmiarze wielkich obowiązków, ale w samym kulcie zajętości – w tym osobliwym zwyczaju mierzenia własnej wartości tym, jak bardzo jest się zawalonym i jak mało czasu zostaje na bycie zwykłym ssakiem domowym. Greater Good zwraca uwagę, że taki kult zajętości zniechęca ludzi do prawdziwego czasu wolnego, a Harvard pisze wprost, że „slow living” nie oznacza robienia mniej, tylko robienie rzeczy z większą uwagą, we właściwym tempie i bez ciągłego życia na rozpędzie. Kot nie potrzebuje do tego filozofii. Człowiek, jak zwykle, najpierw wpada na pomysł, żeby potraktować pośpiech jak dowód sensu, a dopiero potem odkrywa, że od samego biegu nie przybywa ani spokoju, ani kierunku.

Koci wniosek: nie każdy ruch jest drogą
Końcowy wniosek z obserwacji jest dość prosty, choć człowiek zapewne i tak spróbuje go sobie skomplikować. Nie każdy ruch jest drogą. Nie każda pilność jest konieczna. Nie każde „szybko” znaczy „sensownie”. Czasem osobnik ludzki biegnie wyłącznie po to, żeby utrzymać własne złudzenie, że skoro się porusza, to na pewno żyje właściwie. Tymczasem z perspektywy kota sprawa wygląda skromniej i rozsądniej: jeśli po całym dniu nie umiesz powiedzieć, po co tak się spieszyłeś, być może nie brakowało Ci czasu. Być może brakowało Ci chwili, żeby w ogóle sprawdzić, dokąd idziesz.
A jeśli lubisz teksty, w których codzienność jest oglądana z boku, spokojnie i bez wiary w ludzkie wymówki, zajrzyj do kategorii Kocim nosem.
