Człowiek nigdy nie siada tylko na chwilę, czyli odpoczynek między zadaniami

Są ludzie, którzy mówią: „Usiądę tylko na chwilę”, i już po samym tonie słychać, że to nie będzie żadne siadanie, tylko krótki postój techniczny między jednym obowiązkiem a drugim. Z moich obserwacji wynika, że człowiek bardzo rzadko naprawdę siada. Najczęściej tylko przestawia ciało w inne miejsce, żeby dalej się martwić, planować albo odtwarzać w głowie listę rzeczy, których jeszcze nie zrobił. Odpoczynek między zadaniami stał się u ludzi tak powszechny, że prawie nikt już nie zauważa, że to nie odpoczynek, tylko zmiana pozycji przy zachowaniu napięcia.
Siadam, ale tylko na moment
To zdanie brzmi niewinnie, ale proszę się nie dać zwieść. To jedna z tych ludzkich formuł, które mają uspokoić otoczenie, choć same są zapowiedzią dalszego biegania. Człowiek nie siada po to, żeby pobyć, tylko po to, żeby się doraźnie doładować, jakby był urządzeniem z migającą baterią i bardzo złym zarządzaniem energią. Kanapa coraz rzadziej służy do leżenia, częściej do organizowania kolejnych ruchów. Nawet herbata bywa dziś nie napojem, tylko przerwą roboczą z aromatem.
Odpoczynek między zadaniami to nie odpoczynek
Najbardziej osobliwe w tym gatunku jest to, że odpoczynek między zadaniami został uznany za pełnoprawny relaks. Tymczasem to często nie jest żadna przerwa, tylko szczelina techniczna między dwiema aktywnościami. Człowiek siedzi, ale w środku nadal biegnie. Ciało może i przystanęło, lecz głowa już układa zakupy, rozlicza zaległości i przypomina sobie wiadomość, na którą trzeba było odpisać we wtorek, a dziś jest już niepokojąco później. To nie jest fanaberia, krótkie przerwy naprawdę mają znaczenie, ale tylko wtedy, gdy są przerwą, a nie kolejnym zadaniem przebranym za relaks.

Dom dawno przestał być miejscem pauzy
Kiedyś dom miał opinię miejsca, do którego się wracało, zrzucało buty i odklejało od świata. Obecnie, z tego co widzę z różnych parapetów i oparć, bywa raczej centrum dowodzenia z kubkiem kawy. W domu wszystko czeka: naczynia, rzeczy „na później”, drobne naprawy, ekran, powiadomienia i jeszcze ta osobliwa ludzka fantazja, że skoro już są w domu, to może da się przy okazji zrobić coś pożytecznego. Chwila przerwy w domu przypomina dziś postój na stacji, podczas którego i tak trzeba umyć szybę, zatankować i kupić płyn do spryskiwaczy. Jeśli ten domowy absurd brzmi aż za znajomo, zajrzyj też do innych tekstów z kategorii Kocim nosem – tam codzienność regularnie przyłapujemy na gorącym uczynku.
Nawet przyjemność musi dziś do czegoś prowadzić
To jedna z bardziej męczących cech człowieka: nawet przyjemność nie może po prostu być przyjemnością. Serial ma „odmóżdżać skutecznie”, spacer ma „czyścić głowę”, książka ma „rozwijać”, a drzemka najlepiej, żeby jeszcze poprawiała koncentrację i wspierała regenerację układu nerwowego, jakby zwykłe leżenie było zbyt mało reprezentacyjne. Odpoczynek z poczuciem winy zrobił się tak powszechny, że wielu ludzi nie umie nic zrobić bez dopisywania temu funkcji. Jakby siedzenie samo w sobie było zbyt nieproduktywne, zbyt nagie, zbyt uczciwe. W pewnym momencie to już nie jest zorganizowanie, tylko toksyczna produktywność w dobrze skrojonym płaszczu.
Kot odpoczywa bez planu. Człowiek nie umie
Pozwolę sobie zauważyć, że kot nie robi sobie przerwy po to, żeby za siedem minut wrócić do obowiązków z nową energią i świeżym nastawieniem. Kot się kładzie, bo uznał, że leżenie jest w tej chwili poprawną odpowiedzią na rzeczywistość. To wszystko. Człowiek tymczasem potrafi usiąść na miękkim fotelu i nadal wyglądać tak, jakby zalegał wobec systemu, społeczeństwa, kalendarza i własnych ambicji. Nic dziwnego, że patrzymy na was czasem z mieszaniną współczucia i lekkiego zażenowania.

Może problem nie leży w zmęczeniu, tylko w zgodzie na bezczynność
Być może nie chodzi wyłącznie o to, że ludzie są przemęczeni. Być może chodzi bardziej o to, że przestali uznawać bezczynność za coś legalnego. Musi być uzasadnienie, efekt, wartość dodana, najlepiej jeszcze wniosek końcowy i lekcja na wynos. A przecież czasem wystarczyłoby po prostu usiąść. Nie „na chwilę”, nie „zanim coś”, nie „po drodze”. Tak zwyczajnie, bez procedury i bez uzasadnienia. Z punktu widzenia kota byłby to gest zaskakująco rozsądny.
Ludzie mają niezwykły talent do zamieniania odpoczynku w korytarz. Wszystko jest przejściowe, wszystko prowadzi dalej, wszystko ma czemuś służyć, a potem dziwią się, że są zmęczeni nawet wtedy, gdy siedzą. Ja oczywiście niczemu się nie dziwię. Od dawna wiadomo, że człowiek potrafi skomplikować nawet fotel. A jeśli lubisz teksty, które patrzą na codzienność trochę uważniej, a trochę z boku – przejdź do bloga. Tam człowiek nadal robi dziwne rzeczy, a kot nadal wszystko notuje.
